22 września 2017 roku przeprowadzono wywiad z Panią Małgorzatą Rejdych, która w 1998 przeszła transplantację serca. Przytoczyłyśmy fragment z niej, aby pokazać jak wygląda życie osoby po przeszczepie serca.
Zapraszamy do lektury!
Jak wyglądały pierwsze dni nowego życia?
– Podręcznikowo. Na szczęście. Przed operacją byłam tak wycieńczona i słaba, że każdy dzień z moim nowym sercem przynosił poprawę. A tutaj właściwie trzeba było uczyć się wszystkiego od początku. Jestem człowiekiem zadaniowym. Potrafię zacisnąć zęby i wytrzymać wszystko – od razu po operacji zapytałam mojej pani psycholog, ile będzie trwać rekonwalescencja. Powiedziano mi, że około 60 dni. U mnie było jak w zegarku. Miesiąc spędziłam w szpitalu. Cztery tygodnie – w sanatorium, bo taki był wtedy cykl leczenia pacjentów. 58. dnia wróciłam do domu już jako normalnie funkcjonująca osoba. Sanatorium uczyło nas na powrót samoobsługi – trzeba było wstać, pościelić łóżko, zejść posiłek, wyjść na spacer, umyć się, uczesać, coś przeprać, przeprasować. Teraz NFZ już takich działań nie dofinansuje. Dzisiaj pacjent leży w szpitalu przez miesiąc, czasem sześć–siedem tygodni. Później wykonuje się mu badania kontrolne i wraca do domu. Do życia, do normalności. Jeżeli oczywiście nie ma komplikacji, bo to jest oczywiście inna sprawa.
Wraca pani do domu – z sercem młodszym o kilkanaście lat. I co pani robi?
– Na początku miałam takie prozaiczne marzenia – cieszyły pierwsze zakupy, pierwszy wyjazd za miasto, spacer, działka, pierwszy zdobyty pagórek, przejażdżka rowerem, na który wsiadłam pół roku po transplantacji. Trzeba pamiętać, że taka operacja to nie tylko serce, ale i rozcięta klatka piersiowa, na którą trzeba bardzo uważać.
Przez pierwszy rok żyłam bardzo ostrożnie – nie chciałam się na nic narazić, zainfekować, nie zachorować bez sensu. Transplantacja to dar. Szansa na normalne życie, której nie chciałam zaprzepaścić. Cały czas bałam się, żeby ta choroba nie wróciła. Więc kiedy widziałam, że mogę robić coraz więcej, to coraz więcej chciałam. Zaczęłam śmielej myśleć, pragnęłam spełniać marzenia – a wiadomo, że jak człowiek marzy, to dopiero wtedy zaczyna żyć.
Jakie to były marzenia?
– Córkę przeprowadziłam przez liceum i studia. Sama zaczęłam chodzić na zajęcia w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wróciłam w góry. Pięć lat po przeszczepie założyłam Stowarzyszenie Osób po Przeszczepie Serca Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii. Kiedy psychicznie oswoiłam się z tym, że może być dobrze, nabrałam ogromnego apetytu na życie. I on z każdym rokiem rośnie. Wróciłam właśnie z pięknego pobytu w Szwecji. Jutro wybieram się w Tatry, żeby zaciągnąć świeżego powietrza. Marzą mi się jeszcze Bieszczady.
Źródło do gifa:
https://www.google.pl/search? q=gif+serce&source=lnms&tbm= isch&sa=X&ved= 0ahUKEwi4kLv4rp3hAhUs0aYKHfPXC d4Q_AUIDigB&biw=1920&bih=969# imgrc=szMy2Kt3Q7poJM:
Wywiad przeprowadziła Angelika Pitoń.
https://www.google.pl/search?
Wywiad przeprowadziła Angelika Pitoń.
Link do pełnego wywiadu
http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,22412351,z-mlodszym-sercem-jak-sie-zyje-po-przeszczepie.html?disableRedirects=true

Komentarze
Prześlij komentarz